piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 8

Entuzjazm z początku dnia niestety powoli gasł z każdą kolejną minutą i do rozmowy z rodzicami usiadłam z miną zbitego psa. Jeśli nie wychodziło mi ze śpiewem i gitarą, to w jaki sposób mogłabym to nagle odmienić? Cuda się zdarzały, ale ja nie należałam do grona wybrańców. Rodzice zawsze powtarzali, że na nawet najmniejsze osiągnięcie trzeba było zapracować, a w moim przypadku było to niezwykle trudne, bo każdy patrzył mi na ręce, co często powodowało, że zamykałam się w sobie i nic z tego nie wychodziło.
– Stella, nie opłacę ci kolejnych lekcji. Kończysz z tym, bo nie chcę by doszło do takiej sytuacji jak wczoraj. – powiedział tata, a ja, zaskoczona podniosłam głowę.
– Ale odbiorę gitarę jutro. – odpowiedziałam, na co mój ojciec pokręcił głową i spojrzał na mamę, niemo szukając jej wsparcia w podjętej decyzji. Uśmiechnęła się delikatnie, co uznałam za ostateczną odpowiedź na niezadane pytanie.
– Nie chodzi o to, że została u Wilsonów. Nie chcemy byś znów była rozczarowana. Wczorajsza sytuacja tylko podcięła ci skrzydła, a ja od początku wiedziałem, że sobie nie poradzisz. Lekcje u Meyera nie są tanie, więc musisz to sobie darować. Mama się ze mną zgadza. – powiedział tata, więc spojrzałam na rodzicielkę. Wzruszyła ramionami i odchrząknęła.
– Tata ma rację. Powinnaś się skupić na tym, co ci wychodzi. Koniec z lekcjami. – nie odpowiedziałam nic tylko poszłam do siebie i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Byłam zła na wszystko dookoła, więc chciałam być zupełnie sama. Z półki wybrałam jakiś film, po czym sięgnęłam po laptopa. W jaki niby sposób miałam znaleźć inspirację, o której mówił mój nauczyciel? Nawet nie wiedziałam od czego zacząć, dlatego odłożyłam komputer i sięgnęłam po ołówek. Musiałam porysować, by się uspokoić. Tylko to było w stanie mnie odprężyć.
Gdy wychodziłam do szkoły kątem oka zauważyłam Ethana. Chciałam szybko wsiąść do samochodu, ale niestety zawołał moje imię, więc zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę. Podbiegł, a ja przełknęłam głośno ślinę. Miałam żal, bo myślałam, że mogę na niego liczyć. Niestety zachował się jak każdy, kto nie należał do mojej paczki. Był bierny, gdy potrzebowałam, aby ktoś się odezwał.
– Nie odpisujesz na moje sms-y, a ja chciałem przeprosić. – powiedział, na co westchnęłam.
– Dobrze, przeprosiny przyjęte. – odpowiedziałam cicho, chociaż w moim gardle zaczęła formować się gula. Bardzo go polubiłam, ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Zamiast tego odwróciłam się i chciałam iść do auta, jednak poczułam na swoim łokciu jego rękę. Strasznie się na nim zawiodłam, a on znów mnie zaczepiał.
– Zaczekaj. Wiem, że jesteś wkurzona na mnie, bo powinienem dać mu w łeb. To musi być cholernie trudne gdy twój tata jest pastorem, a on nie powinien się z tego śmiać, zwłaszcza, że najwyraźniej nie byłaś w nastroju do żartów. Dlatego chciałem cię przeprosić. – czułam, że się zaraz rozryczę, dlatego poprosiłam, by puścił moją rękę, po czym zrobiłam krok do tyłu.
– Masz rację Ethan. Nie jest łatwo być córką pastora i nie byłam w nastroju do żartów, bo zostałam wyrzucona z zajęć, na których bardzo mi zależało. Muszę jechać. – szybko wsiadłam do samochodu i odjechałam zostawiając zaskoczonego chłopaka na swoim podjeździe. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie mogłam się popłakać z powodu głupiej gitary. Przygryzłam dolną wargę i mocno zacisnęłam powieki, gdy tylko zatrzymałam się na czerwonym świetle. Głęboko odetchnęłam, po czym zaśmiałam się z samej siebie. Przecież nie byłam beksą, a właśnie tak się zachowywałam. Kirstie na mój widok od razu zapytała o rozmowę z rodzicami, dlatego wzruszyłam ramionami i powiedziałam, że nic nie ugrałam, a temat powrotu do nauki za jakiś czas nawet nie wypłynął. Mogłam się uczyć sama, ale nie sądziłam, że cokolwiek z tego wyjdzie. Potem rozmowa zeszła na przystojniaka, bo przyznałam się, iż rano mnie zaczepił. Opowiedziałam przyjaciółce całą sytuację, a ona pokręciła zniesmaczona głową.
– Z tego Jamesa jest straszny dupek. – stwierdziła, na co westchnęłam – No co? – zapytała z wyrzutem.
– Po prostu nie chcę już o tym mówić. Żaden z nich nie stanął po mojej stronie, więc nie chcę ich widzieć, bo najwyraźniej są tacy sami jak reszta. – odpowiedziałam.
– Zdecydowanie powinnaś wrócić do pisania piosenek. W tym stanie będziesz szła jak burza. – zażartowała, a ja nie mogłam się nie roześmiać. Przyznałam jej rację i znów skupiłam się na drodze. Jak burza, a owocem tej burzy będzie chaos, nad którym nikt nie zapanuje. Najpierw musiałam znaleźć impuls, którego tak potrzebowałam. Na razie jednak nawet nie wiedziałam jak go znaleźć. W jaki niby sposób miałam osiągnąć w muzyce cokolwiek? I o jakich konkretnie emocjach mówił mój nauczyciel? Jeszcze tego nie rozgryzłam, ale cały czas nie dawało mi to spokoju. Musiałam coś z tym zrobić.
Z racji tego, że pozostało kilka dni do świąt, próbę zespołu poświęciliśmy na śpiewanie kolęd. Co prawda dwa dni po tym jak James się ze mnie śmiał odzyskałam gitarę, ale nadal nie rozmawiałam z moim sąsiadem. W sumie chyba już nie było o czym gadać. Rodzice dość szybko zorientowali się, że unikam chłopaka, dlatego o to zapytali, ale wszystkiemu zaprzeczyłam i udałam, iż przed przerwą świąteczną zarówno ja, jak i on jesteśmy zbyt zajęci swoimi sprawami. Prawda była taka, że przez pierwsze kilka dni do mnie pisał, ale dał sobie spokój, gdy zrozumiał, iż nic tym nie wskóra. Żałowałam, jednak honor nie pozwalał mi odezwać się jako pierwszej. Koleżanka szturchnęła mnie w ramię, więc wróciłam myślami do rzeczywistości. Ostatnimi czasy cały czas gdzieś odpływałam. Tego dnia nauczyciel to zauważył, dlatego po próbie poprosił, bym została jeszcze na chwilę. Kirstie spieszyła się do Bena, który już na nią czekał, więc pożegnała się i pobiegła do niego.
– Jesteś jakaś nieswoja. Na pewno wszystko w porządku? – zadał pytanie, więc wzruszyłam ramionami. Sama chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. Nie miałam żadnego pomysłu, który pozwoliłby mi cokolwiek napisać, czy stworzyć melodię. Stałam w miejscu i nawet nie wiedziałam z jakiego powodu tak jest.
– Uporam się z tym. Po przerwie postaram się coś przynieść. Wesołych świąt panie Jefferson. – szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z sali. Gdy wróciłam do domu od razu zamknęłam się w pokoju. Nie miałam ochoty na rozmowy, dlatego bezsensownie gapiłam się na powoli opadające płatki śniegu. Kilka minut po szóstej do moich uszu dobiegło dudnienie, co oznaczało, że chłopaki mieli dziś próbę w garażu Ethana. Szczerze mówiąc trochę im tego zazdrościłam. Dokładnie wiedzieli co chcą robić. Byli nienajgorsi, ale ta muzyka najczęściej kojarzyła mi się z bezsensownym krzyczeniem. Druga sprawa, że nie znosiłam Jamesa, ale tego się mój sąsiad zapewne domyślił. Żeby jakoś ich zagłuszyć włączyłam krążek Taylor Swift i sięgnęłam po książkę. Szybko mnie to jednak znudziło, dlatego wyciągnęłam swoje rysunki. Kilka z nich wciąż czekało na dokończenie, ale na widok feniksa, który tak się spodobał Ethanowi, mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Sięgnęłam po ołówki i do jedenastej dokończyłam rysunek. Z ulgą zauważyłam, że chłopak jest już u siebie, ale gdy do mnie pomachał po prostu odeszłam od okna. Głośno westchnęłam, opierając się o biurko. Kilka sekund później dostałam sms. Wiedziałam, że to on, ale dla pewności sprawdziłam.
Masz jutro chwilę? – odłożyłam telefon na biurko i wyjrzałam przez okno. Stał bez koszulki, z telefonem w dłoni, patrząc z nadzieją prosto na mnie. Gdy pokręciłam głową, bezradnie rozłożył ręce, dlatego wzruszyłam ramionami, zasłoniłam okno i napisałam sms, życząc mu dobrej nocy. Następnego dnia od rana siedziałam przy pianinie i próbowałam coś napisać, dlatego mama przyniosła mi śniadanie na górę i poprosiła, bym w wolnej chwili zrobiła kilka rzeczy. Z dołu do moich uszu docierał dźwięk piosenek, które mama zawsze rezerwowała sobie na okres przedświąteczny, dlatego mimowolnie zaczęłam się uśmiechać. Ten nastrój w końcu mi się udzielił, więc i tekst piosenki zaczął nabierać sensu. Ciągle jednak coś mi nie grało w zwrotce. W pewnym momencie usłyszałam ciche pukanie do drzwi, co oznaczało, że mama chciała, abym zrobiła sobie przerwę i jej pomogła. Gdy zobaczyłam Ethana przygryzłam wargę i zakryłam klawisze pianina.
– Wiem, że dalej jesteś na mnie zła, ale zajmę ci tylko chwilę. – ostrzegł, podnosząc ręce do góry w geście poddania. Przypominając sobie o dobrych manierach odsunęłam od biurka krzesło, po czym poprosiłam chłopaka, by usiadł. Gdy zaproponowałam coś do picia odmówił.
– Przepraszam za wczoraj. Nie byłam w najlepszym nastroju do rozmów. – głupio mi się zrobiło, bo najwyraźniej bardzo mu zależało, a ja go tak spławiłam. W odpowiedzi pokręcił głową i zamyślony spojrzał na moje bazgroły, więc od razu je zasłoniłam. Nie powinien widzieć tego tekstu, bo był równie słaby jak jego autorka. Uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
– Czyli szkolne plotki, że często śpiewacie na próbach twoje piosenki to prawda? – zapytał, a ja wzruszyłam ramionami.
– Tylko od czasu do czasu. – odpowiedziałam. Nie przerwał kontaktu wzrokowego, co zaczęło mnie peszyć, dlatego palnęłam, zanim pomyślałam – Ale to nie dla mnie. To dla Kirstie. – wytłumaczyłam i w momencie, w którym to powiedziałam, zrozumiałam, jak beznadziejnie to zabrzmiało. Pisałam piosenkę dla Kirstie. Rany, przecież powinnam pisać dla siebie. Kłamałam beznadziejnie, bo piosenka pisana była pode mnie, ale wiedziałam, że nie będę miała odwagi jej zaśpiewać.
– Piszesz piosenki dla innych? A co z tobą? – zapytał zdezorientowany, a ja pokręciłam głową. Mogłam się domyślić jego reakcji. Zażenowana odłożyłam kartki na bok, po czym zatknęłam włosy za ucho.
– Mam beznadziejny głos i po prostu… - co ja w ogóle wygadywałam? – Głupio się tłumaczę, prawda? – odpowiedział kiwnięciem głową i się roześmiał.
– Tej ściemy mi nie wciśniesz. Trudno dowiedzieć się o tobie czegoś więcej, bo ciągle odsyłają mnie do źródła, ale dużo osób zazdrości ci głosu. Podobno tylko kilka osób słyszało cię solo. – powiedział, na co zaczęłam się nerwowo śmiać.
– Przestań wypytywać ludzi, bo ci którzy mnie znają, siedzą ze mną i na pewno nie będą chcieli nic powiedzieć. O czym chciałeś porozmawiać? – zapytałam, a on odpuścił. Głośno westchnął, po czym wygodniej rozsiadł się na moim krześle. Rany, ale był przystojny. Na samą myśl o tym zaczęłam się rumienić i nawet ślepy by to zauważył. Posłał mi kolejny uśmiech, na widok którego zawsze miękły mi kolana, więc zarumieniłam się jeszcze bardziej. Matko, przecież to było oczywiste, że mi się podobał, bo reagowałam na niego rumieńcem za każdym razem, gdy pojawiał się w moim pobliżu.
– Siódmego stycznia robię domówkę z okazji urodzin i chciałbym, żebyś przyszła. To będzie mała impreza, bo zaprosiłem tylko najbliższych znajomych. Brakuje jedynie ciebie. – przekonywał, a mi z wrażenia wypadł z ręki ołówek. Szybko po niego sięgnęłam i jeszcze szybciej się wyprostowałam. Głupkowato się uśmiechnęłam, w duchu prosząc o to, abym zapadła się pod ziemię.
– Dziękuję za zaproszenie, ale całkowicie mnie zaskoczyłeś. – zaczęłam, nie mając pojęcia co właściwie mam mu powiedzieć.
– Po prostu przyjdź na ósmą. Mówiłem ci, że jesteś moją kumpelą. A z Jamesem załatwię sprawę i cię przeprosi. Uciekam, bo się umówiłem. Wesołych świąt sąsiadko. – wstał z krzesła i przysunął je do biurka, więc również wstałam, by go odprowadzić. Podziękowałam za zaproszenie, również życzyłam mu wesołych świąt, a potem obiecałam przemyśleć sprawę obecności na jego urodzinach. Tak naprawdę wiedziałam jaka będzie reakcja taty. Miałam kategoryczny zakaz chodzenia na domówki. Jego zdaniem takie imprezy gorszyły młodzież, a dziewczyny kończyły pijane do nieprzytomności, stając się tym samym łatwym celem dla dorastających chłopaków. Najpierw porozmawiałam z mamą, by jakoś wpłynęła na tatę. Nie chciałam zawieść Ethana. Przyszedł specjalnie i widać było, że zależało mu na tym, abym przyszła. Obiecała go trochę urobić. Faktycznie kilka minut przed dziesiątą usłyszałam wołanie rodziców z salonu, więc poszłam do nich. Mama siedziała na kanapie z kieliszkiem wina w dłoni i powstrzymywała śmiech, a tata wytrącony z równowagi chodził w tę i z powrotem.
– To prawda, że masz zamiar iść na domówkę do Wilsonów? – zapytał wprost, dlatego usiadłam obok mamy. Poklepała mnie po udzie i napiła się wina. Nie była pijana, co oznaczało, że tata musiał zareagować absurdalnie na tę wiadomość, czym wyjątkowo ją rozbawił.
– Bardzo mu zależało, bym przyszła, więc tak. Mam zamiar iść na domówkę do Ethana. – odpowiedziałam, a tata wyrzucił ręce w geście poddania. Mama się zaśmiała, po czym odłożyła kieliszek na stolik.
– Przecież to dom obok, a poza tym nie będzie piła. Czemu się wściekasz? Stella ma prawie osiemnaście lat, za rok wyjedzie na studia i jak się wtedy odnajdzie w studenckim środowisku? – zapytała go, a on spojrzał na nią jak na wariatkę. Właściwie moja obecność była tam zbędna, ale siedziałam i przysłuchiwałam się ich kłótni. Tata był uparty, a mama ciągle się śmiała próbując obalić każdy z jego argumentów. Stanęło w końcu na tym, że nigdzie nie idę, jednak mama kazała mi nie brać tego na poważnie. Szczerze mówiąc chciałam iść, ale nie wiedziałam, czy tata się ugnie. Był nadopiekuńczy i z wiekiem wcale mu nie przeszło. Mama przed snem przyszła zapewnić mnie, że to załatwi. Kazała mi szukać prezentu dla tego chłopaka, bo dzięki temu będzie jej łatwiej urobić tatę. Musieli rozmawiać jeszcze długo po tym jak usnęłam, a rano widać było, że mój ojciec jest wyraźnie obrażony na mamę. Ona natomiast ciągle się śmiała i go zaczepiała, wytrącając go tym z równowagi. Mi kazała się nie przejmować. Była pewna, że  w końcu go złamie. Ja natomiast myślałam nad prezentem. Zapytałam nawet Kirstie, a ona po pierwszym szoku stwierdziła, iż nie ma żadnego pomysłu. Siedziałam nad tym do trzeciej nad ranem, ale coś wymyśliłam. Poszperałam w internecie, trochę poczytałam i stwierdziłam, że jak najszybciej pojadę do sklepu zapytać o koszt. Lubiłam praktyczne prezenty, więc miałam nadzieję, iż ten przypadnie Ethanowi do gustu. Rano zapytałam mamę, co o tym sądzi, a ona z podziwem pokiwała głową. Nie pasowało jej w tym wszystkim tylko jedno.
– Kto ich w ogóle tak nazwał? Taka nazwa zespołu jest beznadziejna. – stwierdziła, a ja wzruszyłam ramionami i dolałam sobie kawy. Fakt, Dirty Mind nie było zbyt szczęśliwą nazwą dla ich zespołu.
– Nie każdy ma tak dobry gust jak ty mamo. Muszę jechać do sklepu. Postaram się wrócić za godzinę. – szybko się z nią pożegnałam, a 20 minut później byłam już w sklepie muzycznym. Na szczęście szybko uporałam się z zamówieniem i faktycznie godzinę później byłam już z powrotem. Ethan stał z jakimś wysokim chłopakiem, ale nie widziałam jego twarzy, więc nie miałam pojęcia kim on był. Gdy otworzyłam drzwi auta obaj spojrzeli na mnie, więc się uśmiechnęłam i skinęłam głową. Wyjęłam z tylnego siedzenia zakupy i zatrzasnęłam drzwi, po czym ruszyłam w stronę domu. Zatrzymałam się, gdy zauważyłam, że idą w moją stronę. To musiał być Brad, starszy brat Ethana. Byli podobni do siebie. Rany, czy wszyscy Wilsonowie byli tak przystojni? Nad urodą mojego sąsiada rozprawiały się wszystkie dziewczyny i wzdychały za każdym razem, gdy przechodził obok nich, ale starszy z chłopaków robił równie dobre wrażenie. Był wyższy od swojego młodszego brata, miał niebieskie oczy, co aż rzucało się w oczy, ciemne włosy, a kilkudniowy zarost dodał mu kilkanaście punktów do atrakcyjności. Gdyby Kirstie go zobaczyła, zapewne padłaby z wrażenia.
– A jednak naprawdę istniejesz. Brad. – zdezorientowana uścisnęłam jego dłoń i spojrzałam na Ethana. Ten posłał mi swój najlepszy uśmiech, dzięki czemu zrobiło się jeszcze niezręczniej. Co on mu u licha nagadał?
– To nie ja. – odpowiedział mój sąsiad, ubiegając moje pytanie, a jego starszy brat się roześmiał.
– Nasza mama nie może przestać przeżywać, odkąd usłyszała jak grasz na fortepianie. – ze zrozumieniem pokiwałam głową i w duchu zaczęłam się modlić o zapadnięcie się pod ziemię.
– To się będzie za mną ciągnąć do końca życia. Stella. – przedstawiłam się, po czym cofnęłam dłoń – Miło mi poznać, ale teraz naprawdę się spieszę, bo obiecałam, że pomogę mamie. Wesołych Świąt i do zobaczenia. – szybko się z nimi pożegnałam i zwiałam do domu. Ethan mnie peszył, ale gdy poznałam jego brata musiałam się ewakuować jak najszybciej, bo jeszcze chwila i zrobiłabym z siebie idiotkę, ponieważ straciłabym zdolność mowy. Nie chodziło o to, że Brad podobał mi się bardziej. Miałam wrażenie, że jego niebieskie oczy prześwietlały mnie na wylot i łatwo było wyczytać z mojej reakcji, jak bardzo lubię jego młodszego brata. Weszłam do kuchni, gdzie krzątała się mama, powiedziałam o terminie dostarczenia zamówienia na urodziny chłopaka, po czym wzięłam się do pracy, bo musiałam zająć czymś ręce. Niestety nie potrafiłam się na niczym skupić, ponieważ cały czas myślami byłam przy młodych Wilsonach. Ethan tego dnia był wyjątkowo przystojny, ale nie wiem co wywołało u mnie takie wrażenie. Być może fakt, że uśmiechał się cały czas odkąd zobaczył mnie wysiadającą z samochodu? Zazwyczaj był bardziej powściągliwy. Uznałam w końcu, iż pewnie udzielił mu się świąteczny nastrój. Tak zdecydowanie to było to, a ja szukałam dziury w całym.
***


 Hejka! Wracam do Was z nowym rozdziałem. Dziękuję za komentarze pod siódemką. Nie wiem co będzie dalej z tym blogiem, ale postaram się doprowadzić go do końca. Wkrótce wszystko zacznie się wyjaśniać, obiecuję. O terminie dodania kolejnej notki poinformuję Was przy pomocy Twittera. Pozdrawiam i przesyłam buziaki. Wasza Ola :*