wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozdział 10

– Umówiłaś się z Liamem? – Ethan jak zawsze pojawił się znikąd i zaczepił mnie, akurat gdy wkładałam książki do szafki. Spokojnie je odłożyłam i sprawdziłam plan, ani przez chwilę nie patrząc na chłopaka.
– Tak. – odpowiedziałam krótko, bo jakoś niespecjalnie miałam ochotę wdawać się w dyskusję na ten temat. Poprzedniego dnia przegadałam ładnych kilka godzin z przyjaciółką. Dała mi mnóstwo rad, bo szczerze mówiąc chciałam zostać jak najlepiej odebrana przez Liama. Wydawał się być sympatyczny i chociaż wiedziałam, że nic z tego nie będzie chciałam zacząć chodzić na randki. Miałam prawie 17 lat, a mimo to ani razu nie byłam na randce, nie mówiąc już o przeżyciu pierwszej miłości. Dlatego właśnie zgodziłam się pójść do kina z przyjacielem Ethana. Chciałam spróbować czegoś nowego.
– Oszalałaś? Z każdym, ale nie z nim. – powiedział Wilson, a ja zatrzasnęłam drzwi szafki i spojrzałam na niego. Wyglądał świetnie, ubrany cały na czarno, ale w tej chwili nie miało to większego znaczenia. Był zły, jednak nie wiedziałam, czy bardziej na mnie, czy na swojego przyjaciela. I kto mu w ogóle powiedział o tym wypadzie do kina w piątek? To nie była jego sprawa, więc jakim prawem najeżdżał na mnie w poniedziałek, akurat w porze lunchu? I o co była ta afera? Jasny gwint, umówiliśmy się do kina na film, który chciałam obejrzeć, dlatego zamiast iść na niego z Kirstie i Benem zamierzałam iść z Liamem. Randka randką, ale nie zamierzałam po niej zacieśniać znajomości.
– Ja ci nie wybierałam dziewczyny, więc i ty nie mów mi z kim mam się umawiać na piątkowy wieczór do kina, dobrze? – poprosiłam i ruszyłam do stołówki. Byłam głodna jak wilk, bo nie zjadłam w domu śniadania. Każda sekunda, którą traciłam na bezsensowną kłótnię z Ethanem przedłużała moje męczarnie, dlatego postanowiłam nie tracić czasu na coś, co właściwie i tak nie miało większego znaczenia. Sąsiad już za mną nie poszedł, ale cały czas czułam na sobie jego wzrok. Kirstie siedziała z Benem, a dziewczynom z zespołu nie zamierzałam się tłumaczyć ze swojej miny, która już z daleka mówiła, że gdybym mogła mordowałabym wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam i obróciłam się w stronę chłopaka. Wgapianie się we mnie, nawet jeśli siedziałam plecami do tej osoby, było na tyle oczywiste, że nie musiałam tego widzieć. Nie pomyliłam się ani trochę. Gapił się na mnie razem z Jess ewidentnie mnie obgadując. Rany, jak ja nie lubiłam tej dziewczyny. Ethan przy niej głupiał na tyle, że często zapominał o tym, iż rzekomo traktuje mnie jak swoją „kumpelę”. Nie życzyłam nikomu źle, ale miałam nadzieję, że niedługo ich związek się zakończy, a ja będę miała święty spokój.
Wieczorem tak jak się spodziewałam dostałam zaproszenie do znajomych od Liama, wiadomość z pytaniem, o której godzinie i gdzie się umawiamy, ale napisał również Ethan. Nie wiedziałam z czym ten chłopak miał problem. Może powodem jego zdecydowanie przesadzonej reakcji było to, że należałam do grona szkolnych dziwolągów? Niechętnie otworzyłam okienko z wiadomością od niego, a potem pokręciłam głową i jęknęłam.
Jesteś pewna, że to z Liamem chcesz iść do kina? – oczywiście, że byłam pewna, iż to nie z nim chciałabym się umówić. Niestety u Ethana nie miałam szans, dlatego postanowiłam skorzystać z zaproszenia i zgodziłam się wyjść z bliźniakiem. Marne było to pocieszenie, ale mogło stanowić całkiem niezłe nowe doświadczenie.
Jestem pewna w 100 procentach, dlatego proszę. Nie psuj mi tego wypadu. ­– odpisałam, ale chłopaka nie było na facebooku od dobrych kilkunastu minut. Nie miałam pojęcia o co mu chodziło, dlatego przełączyłam okienko rozmowy i odpisałam Liamowi. No cóż, też miałam prawo do tego, by umawiać się z kim miałam ochotę. Przecież randka z bliźniakiem nie mogła nie wypalić, prawda? Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę złego, by wszystko okazało się całkowitą porażką. Nie wiedziałam tylko co.
Chłopak miał czekać na mnie pod kinem, dlatego poprosiłam tatę, by mnie zawiózł. Moje auto dzień wcześniej wylądowało w warsztacie, więc byłam poniekąd uzależniona od rodziców. Przed wyjściem usłyszałam kilka rad, obiecałam nie robić nic głupiego i dobrze się bawić, a potem pożegnałam się i wysiadłam z samochodu. Wygładziłam płaszcz, głośno westchnęłam i ruszyłam do centrum handlowego, w którym znajdowało się kino. Cieszyłam się na to wyjście. Liam był strasznym flirciarzem, ale chciałam się przekonać czy tylko tak grał. Czekał w umówionym miejscu, a gdy mnie zauważył od razu wstał i ruszył w moją stronę. Jak zwykle przytulił mnie na przywitanie i z szerokim uśmiechem zlustrował mnie wzrokiem.
– Wyglądasz świetnie jak zawsze. Co słychać? – zapytał, a ja spojrzałam na siebie. Ubrałam się na luzie. Założyłam zwykłe czarne rurki, luźny sweterek i botki. On też jakoś niespecjalnie się wystroił, ale wyglądał dobrze w ciemnych jeansach, białej koszulce i koszuli w kratę.
– Dziękuję, wszystko w porządku. Idziemy? – w milczeniu pokręcił głową, czym mnie zaskoczył. Seans zaczynał się co prawda za 20 minut, ale szybko zorientowałam się, że kolejka do kasy wcale nie była taka mała i aby zdążyć na film musieliśmy już iść.
– Ethan i Jess idą z nami. – odpowiedział, a ja aż ugryzłam się w język. Odwróciłam głowę w kierunku, który chłopak wskazał i jęknęłam na widok Ethana, trzymającego za rękę swoją dziewczynę. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?
– No tak, mogłam się domyślić. – powiedziałam pod nosem, ale Liam to usłyszał i się zaśmiał. Najwyraźniej podobnie jak ja nie był zadowolony z pomysłu swojego przyjaciela. Za późno było na ucieczkę, a poza tym bardzo chciałam obejrzeć ten film, dlatego uznałam, iż nic nie zepsuje mi tego wyjścia z Liamem. Nawet głupia Jess, która mnie nienawidziła. Jedno było w tym wszystkim pewne. Ethan miał u mnie ogromny minus.
Ciągłe mizianie się mojego sąsiada i jego ukochanej podczas filmu w pewnym momencie zaczęło mnie szczerze wkurzać. Dodatkowo dało się wyczuć napięcie pomiędzy chłopakami. Nie wiedziałam o co dokładnie chodziło, ale każdy by zauważył, że coś nie gra. Za każdym razem, gdy Liam powiedział mi jakiś komplement Ethan zabijał go wzrokiem, a Jess tylko to wszystko nakręcała. To była najgorsza randka świata. Nie wiedziałam, co mi strzeliło do łba, że zgodziłam się po filmie pójść na pizzę, ale czekając na nią miałam ochotę zacząć płakać, wysłuchując ciągłego ględzenia Jess. Rany, usta się jej nie zamykały i plotła straszne głupoty. Miałam jej serdecznie dość. Liam w pewnym momencie przestał zwracać na nią uwagę i zaczął mnie pytać o różne rzeczy. Ethan natomiast był dziwnie milczący, ale stale patrzył na swojego przyjaciela jakby chciał mu zrobić krzywdę. Siedziałam więc w samym centrum tej dziwnej męskiej burzy podsycanej przez Jess i powoli sączyłam colę przez słomkę.
– Słyszałeś Liam, że Stella uczy się grać na gitarze elektrycznej? Gdybyście byli parą mógłbyś ją uczyć. To byłoby takie słodkie. – świergotała dziewczyna, a ja pokręciłam głową i zamknęłam na chwile oczy. Rany, wystarczyła jeszcze chwila jej gadania i byłam w stanie jej przyłożyć. Chłopak natomiast wziął to całkiem na poważnie. Spojrzał na mnie, po czym szeroko się uśmiechnął.
– Czemu nie? Mógłbym ją trochę podszkolić, gdyby tylko chciała. Ma całkiem niezłą gitarę. – powiedział i puścił mi oczko. Rany, czy on nie wyłapywał tych głupich aluzji? Dziewczyna próbowała na siłę wepchnąć mnie w jego ramiona, bym w ten sposób oddaliła się od Ethana. W odpowiedzi uśmiechnęłam się i sięgnęłam po torebkę. Musiałam się jakoś sprytnie stamtąd ewakuować, bo miałam wrażenie, że przez te głupoty, które wychodziły z ust Jess, w końcu zwymiotuję.
– Zaraz wrócę. Muszę iść do toalety. – powiedziałam, więc przyjaciel mojego sąsiada wstał i wypuścił mnie z kanapy. Obejrzałam się jeszcze za siebie i szybko weszłam do odpowiedniego pomieszczenia. Od razu wyjęłam telefon i napisałam sms do Kirstie.
Ta randka to jakiś koszmar. Błagam cię, ratuj mnie jakoś! – wysłałam wiadomość, poprawiłam włosy i makijaż, po czym ruszyłam z powrotem do stolika. W duchu modliłam się, by moja przyjaciółka miała telefon pod ręką. Moja cierpliwość do Jess się kończyła, a nie mogłam uciec bez słowa. Poza tym zostawiłam przy stoliku kurtkę. Musiałam tam wrócić. Akurat gdy usiadłam kelner przyniósł nasze zamówienie, co pozwoliło mi mieć nadzieję na szybki koniec nieudanego wieczoru. Z każdym kolejnym kęsem modliłam się jednak o jakikolwiek znak od przyjaciółki. Liam był rozluźniony i nadal ze mną flirtował, Ethan miał coraz większą ochotę go zabić, a Jess podsycała atmosferę. Ciągle nakręcała bliźniaka, co rozdrażniło mnie na tyle, że zaczęłam zaciskać pięść pod stołem. Nie, nie zmieniłam zdania. Nadal nie interesował mnie ten chłopak. Co więcej w połączeniu z dziewczyną Ethana działał mi na nerwy jak uciążliwy komar, latający przy uchu w letnią noc. W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni, dlatego wyciągnęłam telefon i sprawdziłam kto dzwoni. Na widok numeru Bena przeprosiłam swoich współtowarzyszy i odebrałam.
– Stella, nie mogę się skontaktować z Kirstie. Jest może z tobą? – zapytał, a ja spojrzałam na Jess i przygryzłam wargę.
– Myślałam, że jest z tobą. Byłeś u niej w domu? – w tym momencie rozmowa przy stole ucichła. Wszyscy spojrzeli na mnie, jakby chcieli się dowiedzieć, co jest nie tak.
– Nie wróciła do tej pory. Pomożesz mi jej szukać? – zapytał Ben, a ja w pośpiechu zaczęłam grzebać w torebce.
– Zaraz będę u ciebie. – powiedziałam i się rozłączyłam – Przepraszam, ale muszę lecieć. Coś się stało Kirstie. Ben nie może się do niej dodzwonić. – wytłumaczyłam wszystkim, po czym wyciągnęłam z torebki portfel.
– Daj spokój. Zapłacę. Możemy ci jakoś pomóc? – zapytał Liam, ale puściłam to mimo uszu. Położyłam na stół odpowiednią kwotę za swoje zamówienie i poprosiłam, by mnie przepuścił.
– Damy sobie radę. Dzięki za wieczór i przepraszam, że tak się kończy. – szybko się odwróciłam i ruszyłam do wyjścia w międzyczasie wykręcając numer od przyjaciółki. Nie miałam pojęcia jak udało mi się skłamać, ale najważniejsze, że żadne z nich się nie zorientowało. Moja przyjaciółka i jej chłopak byli aniołami. Nie wiem kto wpadł na ten dziwny pomysł z rzekomym zniknięciem Kirstie, ale to było moje zbawienie od tego koszmaru. Dziewczyna odebrała po pierwszym sygnale, śmiejąc się głośno. W tle słyszałam też śmiech Bena. Usłyszałam, że czekają na mnie przed galerią i mam się pospieszyć. Auto chłopaka wypatrzyłam bardzo szybko. Zajęłam miejsce z tyłu, po czym głośno westchnęłam i zwiesiłam głowę.
– Jezu, to był koszmar. Dzięki, że mnie z niego wyciągnęliście. – powiedziałam, na co para zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.
– Trochę nam zeszło, bo jechaliśmy tutaj. Liam to aż taki burak? – zapytała Kirstie, a ja jęknęłam.
– Liam? Ethan i Jess z nami poszli. Chcę wymazać ten wieczór z pamięci. – przyznałam się. Przyjaciółka ze śmiechu zakrztusiła się własną śliną, a Ben miał problem ze skupieniem się na jeździe. Na prośbę swojej dziewczyny zawiózł nas do niej i odjechał, gdy tylko wysiadłyśmy z jego samochodu. Co prawda dochodziła godzina dziesiąta, ale w weekendy potrafiłyśmy odwiedzać się o beznadziejnych porach, przez co nasi rodzice nie byli jakoś szczególnie zaskoczeni na nasz widok. Gdy tylko Kirstie zamknęła za nami drzwi zdjęłam kurtkę, położyłam ją na krzesło i rzuciłam się na łóżko przyjaciółki. Czułam się jakbym przechodziła jakiś chory test cierpliwości. Emocjonalnie byłam wykończona.
– Opowiadaj jak było. – powiedziała dziewczyna, a ja spojrzałam na nią.
– Jess jest wariatką. Jeszcze chwila i połknęłaby Ethana, albo wciągnęłaby mnie do łóżka Liama. Nie wiem co chłopaki w niej widzą, ale miałam ochotę jej przyłożyć. – narzekałam. Naprawdę według mnie ta dziewczyna poza swoim ciałem nie miała kompletnie nic do zaoferowania. Tego wieczora dała świetny popis swojej głupoty. Jeśli chciała mnie jakoś odciągnąć od swojego chłopaka, to jak na mój gust, powinna to robić zdecydowanie subtelniej. A druga sprawa, że na kilometr było widać mój brak zainteresowania bliźniakiem. Był dla mnie kolegą, ale po tym wieczorze wiedziałam, iż nigdy więcej nigdzie z nim nie wyjdę.
– Jest łatwa. To w niej widzą. A jak Liam? – zapytała Kirstie, więc wzruszyłam ramionami i opowiedziałam jej, że co prawda nie miałam okazji poznać go na tyle dobrze, na ile myślałam, ale odniosłam wrażenie, iż należy do chłopaków, którzy szybko się nudzą dziewczynami, więc to zaproszenie na randkę było po prostu chwilową fascynacją. Był miły, jednak za bardzo się starał, co pozwoliło mi się domyślać, że to był jego sprawdzony sposób na podryw i dziewczyny albo na to leciały, albo nie. Ja od początku zaliczałam się do tej drugiej grupy. Poza tym był nieszkodliwy i szczerze mówiąc mogłabym się z nim kolegować, bo dziwnym trafem się dogadywaliśmy. Ale nic więcej by tego nie wyszło, co Jess przyjęłaby z kwaśną miną. Zastanawiające było natomiast to, że Ethan non stop miał wzrok jakby chciał się zaraz rzucić Liamowi do gardła. Dziwnie się zachowywał, ale ja nie mogłam dojść do tego, co wywołało u niego taki dystans do przyjaciela. Jego zachowanie było tak mylące. Raz miał mnie gdzieś, a innym razem zachowywał się właśnie tak, jak tego wieczora. Byłam tym skołowana i nie rozumiałam o co mu chodziło. Gdy zapytałam o to Kirstie głośno westchnęła, jakby czekała na to pytanie.
– Coś jest z nim nie tak Ella. Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak stalker, bo wypytuje ludzi o ciebie, a innym razem cię olewa. Z Jess też ma swoje epizody. Jednego dnia prawie się połykają, a drugiego on ma ją gdzieś i trzyma dystans. Może jest z nią, bo nie potrafi zagadać do ciebie? – zapytała, na co głośno prychnęłam. Jasne, nie potrafił do mnie zagadać, dlatego zaczął chodzić z Jess i najwyraźniej nie narzekał na to, że dziewczyna oferowała mu tak dużo. Ode mnie zdecydowanie by tego nie dostał.
– Sama wiesz, że to niemożliwe. Dzisiaj przesadził. Zepsuł coś, na czym mi zależało. Nie zostawię tak tego. – odpowiedziałam, na co przyjaciółka podrapała się po głowie.
– Ale nic z tego, jeśli chodzi o Liama? Jesteś pewna na 100 procent, że nadal wolisz Ethana? – zadała kolejne pytanie, a ja się zawahałam. Byłam na niego zła jak osa, bo zepsuł mi moją pierwszą randkę, na której tak mi zależało. Czasami zachowywał się wobec mnie jak skończony cham, ale potrafił też sprawić, że się uśmiechałam. I chociaż nie było to częste wciąż wracałam pamięcią do chwil, takich jak ta po balu z okazji halloween. Zachował się wtedy jak ktoś, komu na mnie zależało. Ale czy po dzisiejszym wieczorze coś się zmieniło? W końcu jednak nieśmiało pokiwałam głową. Niestety wciąż mi się podobał i ciągnęło mnie do niego. Szkoda tylko, że nie było to odwzajemnione.
– Nie wiem czy to ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie. On chodzi z Jess, a ja… ja to ja Kirstie. Dziwoląg, który jest znany z tego, że ma tatę pastora i przyjaźni się z tobą. – gdy przyjaciółka usłyszała moją odpowiedź, bez słowa usiadła obok, po czym mnie przytuliła. Była jak siostra, której nigdy nie miałam. Tylko przy niej potrafiłam się otworzyć, by powiedzieć, co tak naprawdę mnie gryzie. Akurat sprawa mojego sąsiada gryzła mnie od bardzo dawna, ale nie potrafiłam sobie tego ułożyć w jakiś sensowny sposób, by to zrozumieć i znaleźć jakieś rozwiązanie.
– Powinnaś zacząć od tego, by dać mu popalić za zepsutą randkę. A potem za to, że cię zwodzi… i parę innych rzeczy. Zasłużył na to. – gdy to usłyszałam nie mogłam się nie roześmiać. Ale Kirstie miała rację. Zamierzałam się z nim policzyć. Gdy tylko o tym pomyślałam mój telefon zawibrował. Kompletnie zapomniałam napisać tacie, że jestem u przyjaciółki. Spojrzałam na ekran i głośno westchnęłam. Ethan miał wyczucie czasu. Chciał wiedzieć co z Kirstie. Odpisałam więc, iż jest już w domu, potem zadzwoniłam do taty, by poinformować go o wizycie u córki państwa Williams. Po skończonej rozmowie od razu wyłączyłam telefon. Nie byłam dziś w nastroju do rozmów z moim sąsiadem. Za bardzo zaszedł mi za skórę. Najpierw musiałam się z tym przespać. Potem zamierzałam się z nim policzyć. Powinien wiedzieć, co o nim myślę. I miałam nadzieję, że po tym będę miała w końcu święty spokój.
***

 Hejka! Rozdział wstawiam szybciutko, bez sprawdzania, bo przyznaję się bez bicia, że nie mam na to czasu. Dziękuję osobom, które zostawiły komentarz pod ostatnim postem. 
Nie jest to notka wysokich lotów, ale teraz w głowie mam pisanie czegoś zupełnie innego, dlatego wybaczcie. 
Pozdrawiam. Wasza Ola :)