niedziela, 12 listopada 2017

Rozdział 12

Nie udało mi się przeprosić Kirstie w toalecie, dlatego też wróciłam do domu po gitarę i postanowiłam pójść na próbę, by spróbować naprawić to, co sama zepsułam. Szczerze mówiąc bałam się konfrontacji z kolegami z zespołu, a na samą myśl o tym, że przyjaciółka każe mi spadać, dostawałam gęsiej skórki. Ona była dla mnie jak siostra, która zawsze starała się znaleźć dla mnie czas. Wystarczyło jednak, że usłyszałam jeden niepochlebny komentarz i całkowicie zignorowałam kogoś, zajmującego tak ważne miejsce w moim sercu. Było mi strasznie wstyd za to, jak ją potraktowałam, ale miałam nadzieję na to, iż mi wybaczy. Żaden chłopak nie był wart zniszczenia takiej przyjaźni. Zwłaszcza tak interesowny i bezczelny w swoim zachowaniu. Stanęłam przed drzwiami sali, ale zawahałam się gdy usłyszałam głośne śmiechy, świadczące o tym, że wszyscy bawili się świetnie podczas mojej nieobecności. Głęboko odetchnęłam, po czym weszłam do środka. Tak jak zakładałam, nikt nie uśmiechnął się na mój widok, a gdy się przywitałam, odpowiedziało mi milczenie. Nie musiałam pytać. Byli na mnie źli i nawet nie było sensu się oszukiwać, iż cała sprawa pójdzie w niepamięć. Ostrożnie położyłam gitarę na krzesło i zdjęłam czapkę. Dziewięć par oczu patrzyło na mnie z takim żalem, że miałam ochotę uciec stamtąd w popłochu, ale skoro nawarzyłam tego piwa, musiałam je wypić.
– Wiem, że jesteście na mnie źli za ostatni miesiąc, dlatego bardzo przepraszam. – zaczęłam i chrząknęłam, by nieco zmniejszyć formującą się w moim gardle gulę – Zawiodłam was wszystkich, a najbardziej Kirstie. Przepraszam, nie wiem dlaczego postąpiłam akurat w ten sposób. Tak mi przykro. – na samym końcu głos mi się załamał, ale Kirstie pomimo całej złości wstała ze swojego miejsca i podeszła mnie przytulić. Właśnie taka była. Bez względu na to, jak wielką sprawiłam jej przykrość potrafiła mi wybaczyć. Albo chociaż udawać, że to zrobiła.
­– Pogadamy o tym, okej? Nie płacz już z powodu tego palanta. – powiedziała, a ja pokiwałam głową i wzięłam głęboki wdech, by się uspokoić.
– Nie myśl sobie, że  tak od razu ci to zapomnimy. – ostrzegła mnie inna koleżanka, na co spojrzałam na nią i zaśmiałam się przez łzy, jednocześnie ocierając policzki rękawem bluzy – Nie mogę uwierzyć, że to wszystko przez jeden komentarz tego Ethana. Kiedy Kirstie nam wczoraj powiedziała, dlaczego z dnia na dzień przestałaś śpiewać i siadać z nami, żadne z nas nie wzięło tego na poważnie. Ella, powinnaś powiedzieć o co chodzi. Jesteśmy tak jakby przyjaciółmi, a ten zespół istnieje również dzięki tobie i twoim piosenkom. – dodała, na co pokiwałam głową. Może i powinnam powiedzieć, ale czy ktokolwiek by to zrozumiał? Tu nie chodziło tylko o to, kto mi to powiedział. Przede wszystkim był pierwszą osobą, która rzuciła mi czymś takim prosto w twarz i to w momencie, w którym zupełnie się tego nie spodziewałam. Skoro jego zdaniem byłam nudna to i moje piosenki musiały być takie. A problemy ze śpiewaniem ciągnęły się za mną od dawna, tylko w ostatnich miesiącach znacząco się nasiliły. Już miałam coś powiedzieć, ale przeszkodził mi pan Jefferson, który właśnie w tamtej chwili zjawił się w pomieszczeniu.
­– A jednak postanowiłaś wrócić? Czy po prostu przyszłaś posiedzieć? – zapytał, zdejmując kurtkę i rzucając ją na krzesło. Dopiero po tym spojrzał na mnie i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
– Chciałabym wrócić, jeśli mi pozwolicie. Pana też przepraszam za swoją nieobecność. – powiedziałam, a nauczyciel pokiwał głową i wygodnie rozsiadł się na swoim miejscu.
­– Jeśli oni ci pozwolą, ja też nie będę miał nic przeciwko twojemu powrotowi. Ale licz się z tym, że masz u nas wszystkich gigantycznego minusa. – uświadomił mnie, a kilku kolegów zgodziło się z nim. Przygryzłam dolną wargę i podrapałam się po głowie. Nie wiedziałam co jeszcze powinnam powiedzieć, by ich przekonać, abym została. Właściwie to dzięki panu Jeffersonowi byłam w tej szkole. Postąpiłam bardzo pochopnie rzucając wszystko, co od początku stanowiło pewną część mnie. Nie było sensu się oszukiwać – ten zespół pozwalał mi powoli rozwijać skrzydła. Co prawda byłam dopiero na początku swojej muzycznej wędrówki, ale właśnie dzięki tym ludziom powoli oswajałam się ze swoim głosem. I to oni najsurowiej oceniali moje teksty. W tamtej chwili zrozumiałam, że naprawdę narozrabiałam, a konsekwencje mogą zawalić cały mój świat. Byłam gotowa zacząć błagać, ale jedna z koleżanek mnie uprzedziła.
– Potrzebujemy ciebie. Jesteśmy grupą dziwolągów, w której tylko Kirstie wydaje się być normalna. Wymyślimy ci karę, ale moim zdaniem powinnaś wrócić, bo bez ciebie jesteśmy niekompletni. – powiedziała wprost. Kilka osób zgodziło się z nią na głos, a pozostali nie do końca zadowoleni pokiwali głowami. Ostatecznie pozwolili mi zostać, więc aby zamknąć tę sprawę zaprosiłam ich do siebie na sobotni wieczór. Ja nawaliłam, więc musiałam się postarać. Zasłużyli na porządne przeprosiny.
Po powrocie z próby i zjedzonej kolacji poszłam do siebie. Pisanie po takiej przerwie na pewno zawsze było trudne, ale ja zaczynałam przebijać samą siebie. Po ponad godzinie bezsensownego wgapiania się w pustą kartkę i klawisze zaczęłam się na nowo zniechęcać. Gdzie miałam szukać pomysłów na nowe piosenki? W końcu odpuściłam i zakryłam klawisze, ale nie odeszłam od pianina. Ukryłam twarz w dłoniach, po czym głośno westchnęłam. Nie potrafiłam wyrzucić z głowy słów Ethana. Miałam do niego tak ogromny żal, a wspomnienie ostatniej rozmowy totalnie mnie rozbrajało. Czy ja naprawdę byłam taka nudna? Czy to z jakiej rodziny pochodziłam już zawsze miało mnie definiować jako nieznośnie grzeczną i ułożoną córeczkę pastora i pani chirurg? Czy do końca życia miałam mieć przyczepioną na plecach kartkę z napisem „czująca się lepszą od was”? Problem w tym, że nigdy nie czułam się lepsza od kogokolwiek. Odkąd sięgałam pamięcią zmagałam się ogromnym brakiem pewności siebie. Muzyka była moją ucieczką, ale wciąż bałam się wyrazić poprzez nią wiele emocji. Nie chciałam zostać wyśmiana, dlatego tak mało osób wiedziało jak piszę czy też słyszało mnie solo. Pan Jefferson wykonywał kawał roboty próbując przekonać mnie do wyjścia przed szereg, zamiast chowania się w kącie. Nie zmuszał mnie, za co byłam mu wdzięczna, ale już kilkukrotnie upominał mnie o tym, że powinnam zacząć stawiać na siebie, bo jestem na to gotowa. Moim zdaniem było jednak zbyt wcześnie na to. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. To była mama. Przyniosła dwa kubki herbaty i zapytała czy możemy porozmawiać, dlatego odsunęłam jej krzesło i podziękowałam za gorący napój.
– Skarbie, razem z tatą bardzo martwimy się o ciebie. Co takiego stało się u Wilsonów i co powiedział ten chłopak, że w przeciągu miesiąca tak się zmieniłaś? – zapytała wprost. Wiedziałam, iż nie ucieknę od tej rozmowy, ale nie sądziłam, że nastąpi to akurat tego dnia. Co miałam jej powiedzieć? Nie chciałam by czuła się mną rozczarowana. Razem z tatą pokładała we mnie tak wielkie nadzieje, a ja na każdym kroku to niszczyłam. Nerwowo przygryzłam wargę, po czym odłożyłam kubek na biurko i wzięłam głęboki wdech.
– Powiedział, że jestem strasznie nudna. – przyznałam się, na co mama uniosła brew.
– I to wszystko? – zapytała, a ja po dłuższej chwili pokręciłam głową. Opowiedziałam jej więc o wszystkim od początku. O moim braku pewności siebie sięgającym już czasów dzieciństwa, o strachu przed pokazaniem prawdziwej siebie we własnych tekstach, o niechęci do wychodzenia przed szereg, aż doszłam w końcu do momentu, w którym po raz pierwszy zobaczyłam syna państwa Wilson. Spotkanie na swojej drodze tego chłopaka było trochę jak rażenie piorunem. Nagle wszystko się zacięło, muzyka zaczęła sprawiać mi coraz większe problemy, zaczęło mi przeszkadzać to, jak jestem postrzegana, a najgorsze w tym wszystkim było to, że Ethan bardzo mi się podobał, ale miał mnie gdzieś, co udowodnił naszą ostatnią rozmową. Chciałam go wyrzucić ze swojej głowy i wrócić do czasów sprzed poznania go, ale ostatnio zaczął mi się śnić. Był jak zaraza, która rozprzestrzeniła się nie tylko w moim życiu, ale i w myślach. Nie potrafiłam się z niego wyleczyć. Pewnie, że gdybym potrafiła to chciałabym mu zaimponować, aby mnie zauważył, ale co mogłabym mu pokazać? Dla niego byłam nieznośnie nudną córeczką pastora. Może gdyby powiedział mi to ktoś inny szybciej bym o tym zapomniała, ale powiedział to on, a ja mu uwierzyłam.
– Kochanie, facet, który na ciebie zasługuje nigdy nie doprowadzi cię do łez w taki sposób. Może i dla tego chłopca jesteś straszliwie nudna, ale zastanów się, ile razy naprawdę próbował cię poznać? Nawet gdy zagrałaś dla niego na harfie, chociaż dla nikogo byś tego nie zrobiła. Podziwiał to z jaką pasją grasz, czy to, że po prostu potrafisz coś zagrać z pamięci? – chyba właśnie w tamtej chwili mama trafiła w sedno. Miała rację. Patrząc na wszystko z boku Ethan nigdy nie dał mi sygnału, że jestem dla niego kimś, kogo chciałby poznać. Byłam mu potrzebna i tyle. Wykorzystał to, iż mam zbyt dobre serce, a tych kilka sytuacji, gdy okazywał mi swoje zainteresowanie było tylko po to, by uśpić moją czujność do następnego razu, gdy będzie mnie potrzebował. W końcu przytuliłam mamę, a ona pogładziła mnie po plecach.
– Dziękuję. – wyszeptałam, na co się roześmiała i mnie puściła.
– Nie ma za co skarbie. Od tego masz rodziców. Nie myśl już o tym, co ten chłopak ci powiedział, bo nie miał racji. Dopiero poznajesz siebie, ale jestem pewna, że znajdziesz kogoś kto cię doceni. Sama widzisz, że Ethanowi zależy na popularności, a nie poznaniu dziewczyny, z którą może stworzyć coś wyjątkowego. Nie siedź za długo, bo jutro masz szkołę. – pocałowała mnie w czoło i zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi.
Rozmowa z mamą odblokowała mnie jeszcze tego samego wieczora. Zastanawiając się nad tym jak wygląda relacja moich rodziców i jak wiele przeszli będąc razem doznałam nagłego olśnienia. Każda dziewczyna marzyła o kimś takim jak mój tata. Był niesamowitym człowiekiem, czego najlepszym dowodem było to, jak walczył o mnie i mamę. Oboje zapłacili bardzo wysoką cenę za to, abym pojawiła się na świecie, ale obecnie nie znałam żadnej pary, która byłaby ze sobą tak blisko jak moi rodzice. Gdy pomyślałam o tym, jak wyglądałoby ich życie gdyby nie byli razem w mojej głowie pojawiła się melodia, a zaraz po niej słowa. Sięgnęłam więc po gitarę, usiadłam na podłodze i zaczęłam powoli pisać.  Piosenkę zatytułowałam Always forever. Historia rodziców i to, co sama przechodziłam w ostatnich dniach zainspirowało mnie tak bardzo, że do północy napisałam całość. Piosenka była o dziewczynie, która straciła swoją wielką miłość, ale zapewniała, że już na zawsze będzie wierna swojemu kochankowi. Gdy skończyłam najbardziej żałowałam, że rodzice już śpią i nie będę mogła im tego pokazać. Pierwszy raz byłam zadowolona z tego, co stworzyłam. Szybko przepisałam tekst na komputer, wydrukowałam go i schowałam do teczki. Pan Jefferson koniecznie musiał to przeczytać, by ocenić, co powinnam poprawić.
Złapałam go jeszcze przed lekcjami. Zaskoczony obiecał sprawdzić tekst do końca dnia, więc w dobrym humorze udałam się do sali, gdzie już czekała na mnie przyjaciółka. Podrzuciłam jej kartkę z piosenką i zajęłam się sobą. O dziwo wczorajsza rozmowa z mamą podziałała na mnie odświeżająco. Jej rada odnośnie Ethana pozwoliła mi uporządkować w głowie wiele rzeczy. Zrozumiałam w końcu, że nie mogłam uzależniać swojej nędznej samooceny od opinii chłopaka, który zwracał na mnie uwagę tylko gdy czegoś potrzebował. Pasował do Jess, co udowodnił mieszając mnie z błotem zupełnie bez powodu. W sumie może to i lepiej, że ta znajomość zakończyła się właśnie w ten sposób. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, gdy przechodziłam obok niego i odwracałam głowę w drugą stronę. Gdy zadzwonił dzwonek obwieszczając początek przerwy na lunch, schowałam swoje rzeczy do torby i wyszłam z sali. Byłam głodna jak wilk, dlatego od godziny odliczałam czas do momentu, w którym coś zjem. Szybko wrzuciłam książki do szafki i złapałam się za brzuch, gdy usłyszałam jego arię operową obwieszczającą stanowcze domaganie się jakiegokolwiek jedzenia. Z uśmiechem pokręciłam głową, po czym ruszyłam do stołówki, gdzie czekali na mnie przyjaciele. Już miałam wyciągnąć rękę, by pchnąć drzwi i wejść do środka, gdy ktoś z całym impetem je otworzył i wpadł na mnie. Zanim zarejestrowałam co się stało, jakieś silne męskie ramiona trzymały mnie blisko torsu. Ostrożnie otworzyłam oczy i odwróciłam głowę, by spojrzeć na tego, kto prawie mnie staranował. Widok napisu zespołu rockowego na koszulce sprawił, że zapomniałam jak się mówi, a na plecach poczułam zimny dreszcz. Unikałam go miesiąc, a teraz wpadł na mnie i trzymał tak blisko siebie. Pewnie w innych okolicznościach mdlałabym z zachwytu, ale coś się zmieniło. Ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę to bycie dotykaną przez mojego sąsiada. Czułam się tak, jakby jego ręce paliły, dlatego od razu się odsunęłam i wygładziłam ubranie.
– Uważaj jak wychodzisz. – mruknęłam zła, a on prychnął. Patrzył na mnie tak, że nie mogłam wyczytać o co mu chodzi, ale w sumie nie byłam tym w jakikolwiek sposób zainteresowana. W końcu pokręciłam głową, machnęłam ręką i ruszyłam do swoich przyjaciół. Nie, zdecydowanie nie miałam temu chłopakowi już nic do powiedzenia.
Wiedziałam, że coś się stało, bo wszyscy przy stole jakoś dziwnie na mnie patrzyli. Te ich ukradkowe spojrzenia i wymowne milczenie jasno wskazywały na to, iż coś jest na rzeczy Nie wiedziałam tylko, czy chodziło o ich złość, która wciąż im nie przeszła, czy może stało się coś innego? Przeprosiłam ich, uzgodniłam z rodzicami, że w sobotę wieczorem przyjdą do mnie wszyscy z zespołu, ale co jeszcze mogłam zrobić? A może chodziło o moją piosenkę? Nic z tego nie rozumiałam i coraz bardziej mnie to drażniło.
­– Mam się przesiąść? – zapytałam w końcu, na co wszyscy pokręcili głowami. W końcu jeden z kolegów głośno westchnął i zamyślił się na chwilę.
– Nie odbierz tego źle, ale dowiedzieliśmy się, że zespół Ethana gra koncert w sobotę wieczorem, więc przedyskutowaliśmy to i nie możemy przyjść do ciebie w ten weekend. – gdy to usłyszałam poczułam się niefajnie. Mój sąsiad był ważniejszy ode mnie? W pierwszej chwili to we mnie uderzyło. Znaliśmy się tak długo, a jednak wystarczył jeden koncert Dirty Mind, bym poszła w odstawkę. Kilkanaście sekund później uświadomiłam sobie coś jeszcze. Przecież zrobiłam dokładnie to samo, co oni, chociaż ja im o niczym nie powiedziałam. O co mogłam mieć pretensje w tej sytuacji? Byli wobec mnie w porządku. Powiedzieli mi kilka dni wcześniej, a poza tym nie mogłam ich winić, że woleli iść na koncert. Ciekawe czy Kirstie też zamierzała iść z nimi. Teraz siedziała z Benem i jego kolegami z drużyny. Miała prawo mnie olać. Zasłużyłam na to. Przełknęłam w końcu własną godność i przywołałam na twarzy najbardziej wymuszony uśmiech na jaki było mnie stać.
– Nie ma sprawy. Idźcie ich zobaczyć. - odpowiedziałam i aby nie dać po sobie poznać, że mnie to ruszyło, zaczęłam jeść przygotowaną w domu sałatkę. Z jednej strony czułam żal, ale z drugiej mieli prawo tak potraktować moje zaproszenie.
– Ale wiesz, że możesz iść z nami? – zapytała Mandy. Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę było pójście na koncert chłopaków. Zdecydowanie nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego. Zakończyłam tę znajomość w dniu, w którym perkusista ich grupy mnie poniżył. Nie zamierzałam pchać się tam, gdzie nie byłam mile widziana.
– Słyszałam ich i to mi wystarczy. Później opowiecie jak było. – zakończyłam temat, po czym spokojnie dokończyłam swoje jedzenie. Tak, zdecydowanie nie miałam ochoty iść na koncert kogoś, kto mnie nie szanował.
Przez całą sobotę nie mogłam znaleźć sobie miejsca. W piątek wieczorem biłam się z myślami czy nie warto pójść na ten koncert z przyjaciółmi, ale sen uświadomił mi, że to idiotyczny pomysł. Od rana chodziłam dziwnie rozdrażniona i bezskutecznie wynajdowałam nowe zajęcia. Nie wiedziałam z jakiego powodu byłam tak rozkojarzona i wytrącona z równowagi. Może częściowo było to spowodowane faktem, że chłopaki przyjechali do mojego sąsiada już przed jedenastą i ciągle grali, a ja nie byłam w stanie napisać nawet jednego sensownego zdania. Znowu w głowie miałam słowa Ethana o tym, że jestem nudna, a Liam umówił się ze mną, bo żadnej nie potrafił odpuścić. Nie, nie mogłam myśleć w ten sposób. On mnie nie znał i zadawał się ze mną dla czystej korzyści. Od samego początku byłam dla niego jak kula u nogi. Dobrze, że to do mnie dotarło. W pewnym momencie do moich uszu dobiegł odgłos fortepianu z dołu, co oznaczało, że tata z nudów wyciągnął nuty i zaczął grać. Gdy byłam mała uwielbiałam mu się przyglądać. Aby wrócić do tego beztroskiego czasu przymknęłam oczy i spokojnie wsłuchiwałam się w graną melodię. To właśnie tata zaszczepił we mnie miłość do muzyki, zwłaszcza klasycznej, która działała na mnie uspokajająco. Nie wiem jak długo trwałam w zawieszeniu, wsłuchując się w utwory grane przez tatę, ale w końcu zeszłam na dół i usiadłam obok niego. Mama krzątała się w kuchni, jednak wiedziałam, że słucha. W pewnym momencie przyszła do nas i przytuliła się do pleców taty.
– I jak tu się nie zakochać w mężczyźnie, który tak gra. Szkoda tylko, że ten ideał rano coś mi obiecał. – powiedziała, po czym pocałowała go w policzek, a on się uśmiechnął.
– Dobrze, już idę naprawić ci ten kran w kuchni. – odpowiedział. Przestał grać i spojrzał na mnie – Skarbie jeśli masz ochotę to siadaj. – dwa razy nie musiał mi mówić. Chętnie zajęłam jego miejsce i zaczęłam przerzucać kolejne kartki z nutami. Było na nich zdecydowanie zbyt wiele wartych zagrania utworów, ale wystarczyło, że w moje ręce wpadł Bach i jego Toccata. Uwielbiałam to. Spokojnie rozłożyłam kartki i zaczęłam grać, zapominając o całym świecie. Taka muzyka powodowała, że się wyciszałam, a moje myśli wracały na właściwe tory. Podziałało to na mnie naprawdę odprężająco. Pewnie grałabym tak dalej, gdybym nie usłyszała głosu mamy za swoimi plecami.
– Stella kochanie, masz gościa. – powiedziała sucho, więc przestałam grać i spokojnie odwróciłam się w jej stronę, by zobaczyć kto mnie odwiedził. Na widok szeroko otwartych oczu i tak dobrze zapamiętanej męskiej twarzy poczułam jak adrenalina wystrzeliła w moich żyłach. Miał tupet, że tu przyszedł. A ja zdecydowanie nie byłam w nastroju by z nim rozmawiać i nie zamierzałam tego ukrywać.
***

Hej, hej! Przepraszam, że tak długo kazałam Wam czekać. Siedziałam nad tym 2 tygodnie i nie jestem ani trochę zadowolona z efektów, ale nie miałam już pomysłu na to, jak inaczej mogłabym napisać ten rozdział. 
Wszystko mi się rozjechało, co zapewne wyraźnie widać. Staram się uratować tego bloga, ale kiepsko mi idzie, wręcz fatalnie. Nie wiem co będzie dalej, jeśli kolejna notka będzie takim samym dnem jak ta to dam sobie spokój. 
Dziękuję za ostatnie komentarze, przepraszam za błędy i to, że Was zawiodłam. Buziaki. Wasza Ola :*