niedziela, 14 stycznia 2018

Rozdział 15

̶ Pogodziłaś się z Ethanem? ̶ zapytała mama, gdy wszyscy jedliśmy śniadanie następnego dnia. Chłopak wyszedł ode mnie chwilę po dziesiątej i przed snem napisał sms na dobranoc. Ogólnie mówiąc zachował się zupełnie inaczej niż zazwyczaj. To tylko wzmożyło moją czujność. Coś mi w tym śmierdziało, nie wiedziałam tylko co dokładnie. Musiałam mieć się na baczności przez najbliższy czas. Na pytanie mamy tata spojrzał na nią spode łba, ale bez słowa wrócił do jedzenia jajek na bekonie.
̶ Przeprosił mnie i można powiedzieć, że zaczęliśmy od nowa. ̶ odpowiedziałam, po czym od razu dodałam ̶ Nie zapomniałam tego, co mi wtedy powiedział. Tym razem będę ostrożniejsza. ̶ obiecałam, uspokajając tym samym rodziców. Posiłek dokończyliśmy już w zdecydowanie lżejszej atmosferze. Cieszyłam się, że żadne z nich w to nie ingerowało, chociaż domyślałam się, że dla taty nie było to łatwe. Dostawał szału, gdy ktoś mnie obrażał. Mama dawała mi zdecydowanie więcej swobody i to ona najczęściej hamowała tatę, by nie robił żadnych głupstw. Zaraz po śniadaniu musiałam zbierać się do szkoły, bo obiecałam Kirstie, że po nią pojadę. Miałyśmy przedyskutować sprawę piosenki, nad którą pracowaliśmy w zespole, a droga do szkoły była do tego najlepsza. Niestety myliłam się sądząc, iż przyjaciółka odpuści mi przesłuchanie. Niepotrzebnie pisałam jej sms, że Ethan był u mnie i zaczęliśmy znajomość od nowa, ale tym razem zamierzałam być zdecydowanie ostrożniejsza, by nie dać się wciągnąć w jakąś jego grę. Wystarczyło więc, że dziewczyna wsiadła do auta i od razu stanęłam w gorączkowym ogniu pytań o przebieg wczorajszej rozmowy z chłopakiem. Zaczęłam więc od pokazania jej tego, co znajdowało się na łańcuszku, który założyłam z samego rana. Momentalnie złapała wisiorek prawie raniąc mi szyję.
̶ Skubany myśli, że cię kupi. ̶ wypaliła, na co się zaśmiałam i schowałam wisiorek za dekolt koszulki.
̶ Nie kupi mnie Kirstie. Dałam mu szansę na rehabilitację i tyle. Nie zamierzam od razu mu ulegać. ̶ odpowiedziałam, a ona zmrużyła oczy, po czym oblizała usta.
̶ Szkoda, że masz do niego taką słabość. ̶ mruknęła, ale to usłyszałam. Zwolniłam hamulec ręczny i włączyłam się do ruchu.
̶ Przesadzasz. Tym razem będzie inaczej. Już nie dam się nabrać na jego... urok. ̶ puściłam przyjaciółce oczko, na co głośno się roześmiała i o dziwo zaczęła temat piosenki. Przez resztę drogi nie wspomniała o moim sąsiedzie. I bardzo dobrze, bo Ethan był ostatnią osobą, o której chciałam rozmawiać.
Nie było łatwo, ale trwałam w swoim postanowieniu, by więcej udzielać się w zespole. Szło mi naprawdę źle, jednak pan Jefferson i przyjaciele mieli do mnie cierpliwość. Musiałam uwierzyć w siebie, by się przełamać. Queen nigdy nie należało do kręgu zespołów, których chciałabym słuchać, ale po męczarniach z ich piosenką zbrzydli mi jeszcze bardziej. Co ciekawe nie tylko ja trwałam w swoim postanowieniu. Również Ethan zjawiał się na każdej próbie i pomagał naszemu nauczycielowi przy muzyce. Odniosłam wrażenie, że przebywanie z nami sprawiało mu pewnego rodzaju przyjemność. Znalazł nawet swoje bratnie dusze i chociaż na pierwszy rzut oka przyjaciele wydawali się być sztywniakami to jakoś dogadywali się z moim sąsiadem. Zastanawiało mnie jednak, dlaczego całe wieczory spędza w domu i nie przyjeżdżają do niego chłopaki. Coś w tym wszystkim śmierdziało, ale nie wiedziałam czy powinnam go o to pytać. Wyszłoby głupio gdyby się okazało, że po koncercie zespół popadł w bardzo poważny kryzys. Właściwie tego byłam prawie pewna, męczyła mnie jedynie moja niewiedza dotycząca szczegółów. W internetowych rozmowach z Ethanem nie poruszyłam ani razu tego tematu, ale moja wciąż niezaspokojona ciekawość nie zapominała. Okazja do dowiedzenia się czegoś więcej pojawiła się stosunkowo szybko. Tego dnia poprosiłam tatę o wymianę oleju w samochodzie, dlatego też byłam skazana na autobus. Co prawda Kirstie i Ben zaproponowali, że mnie odwiozą, ale miałam ochotę pobyć trochę sama, by wyciszyć się przed wieczornymi zajęciami ze śpiewu operowego. Akurat stałam na przystanku i słuchałam znienawidzonej przez siebie piosenki, by ją rozgryźć, gdy w pewnym momencie ktoś z tyłu kilka razy stuknął mnie w ramię. Szybko odwróciłam głowę i uśmiechnęłam się, po czym wyjęłam słuchawki z uszu.
̶ Cześć sąsiadko. Czego słuchasz? ̶ zapytał, chłopak, na co głośno westchnęłam.
̶ Próbuję przyswoić Queen, ale marnie mi to idzie. ̶ odpowiedziałam, wywołując na twarzy Ethana jeszcze szerszy uśmiech.
̶ Przecież z twoim głosem ta piosenka to dla ciebie bułka z masłem. ̶ stwierdził chłopak. Spojrzałam na niego, skrzywiłam się i oblizałam usta. Bułka z masłem? Dla mnie to była katorga. Kompletnie nie czułam tego gatunku, nie rozumiałam o co w nim chodzi, a jednak musiałam zaśpiewać, bo właśnie tego ode mnie oczekiwano. Teraz wiedziałam, że pan Jefferson zrobił to specjalnie. A ja dostawałam szału, bo nie wiedziałam jak to rozgryźć.
̶ Nie jestem fanką tego gatunku. ̶ odpowiedziałam w końcu, a Ethan się roześmiał.
̶ Wiem, ale masz niesamowity głos i na pewno sobie poradzisz. Tylko trochę sobie odpuść. ̶ poklepał mnie po plecach, próbując tym samym dodać mi otuchy. Już miałam się odezwać, gdy podjechał autobus. Chłopak przepuścił mnie w drzwiach, a potem usiadł obok. Zachowywał się dziwnie inaczej niż do tej pory. Był miły, radosny i nietypowo spokojny jak na swój wybuchowy temperament. Aż zaczęłam się zastanawiać co spowodowało tak wielką zmianę. Może to Jess była mechanizmem zapalnym do jego zachowania? Albo to wszystko z powodu zespołu? Ta myśl wystarczyła, by do głosu doszła moja druga natura i zanim pomyślałam pytanie opuściło moje usta.
Dlaczego przestałeś jeździć do Jackson i przychodzisz na nasze próby? ‒ zapytałam, a chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Dopiero po chwili zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, co uświadomiło mi jaką kretynką jestem. ‒ Ja przepraszam. Nie musisz odpowiadać. ‒ zaznaczyłam od razu, ale chłopak jakoś niespecjalnie przejął się tym pytaniem. Westchnął i oblizał usta, po czym zapatrzył się przed siebie.
Szczerze mówiąc po tym jak James dał dupy jakoś nie mam ochoty oglądać jego gęby, bo nadal bym mu ją obił. ‒ powiedział wprost, a ja przygryzłam dolną wargę ‒ Tyle się starałem by załatwić nam ten koncert, ćwiczyliśmy cały dzień, a ten palant tuż przed się urżnął i potem nie pamiętał swoich tekstów. Swoją drogą one też są do niczego. ‒ podsumował. W tamtej chwili zrobiło mi się go żal. Co prawda nie pytałam przyjaciół o szczegóły, bo wyszli chwilę po rozpoczęciu koncertu, ale w oczach chłopaka widziałam jak bardzo mu zależało na tym, by odnieść sukces. James od początku nie przypadł mi do gustu, ale jeśli tak się zachował względem swoich przyjaciół to dla mnie był skończony.
Przykro mi. ‒ tylko na tyle było nie stać i szczerze mówiąc to był chyba najgłupszy tekst, jaki mógł wyjść z moich ust w tamtej chwili.
Najwyraźniej tata miał rację, gdy mówił, że powinienem to sobie odpuścić, bo i tak nic z tego nie będzie. ‒ mruknął, a mi zrobiło się jeszcze smutniej. Położyłam mu dłoń na przedramieniu, więc spojrzał na mnie smutnymi oczami.
Nie mów tak. Jesteś naprawdę świetny. Głupotą byłoby z tego zrezygnować. ‒ Naprawdę tak uważałam. Ethan był świetny. Grał na perkusji z taką pasją. Rany, aż przyjemnie było na niego patrzeć. Wystarczyło, że siadał przy bębnach i przenosił się do innego świata, w którym był tylko on i grana przez niego muzyka. Jak to w ogóle możliwe, że ktoś z bardzo ograniczonymi możliwościami wspiął się tak wysoko i wciąż się doskonalił? Chłopak się uśmiechnął i niespodziewanie położył swoją dłoń na mojej, spoczywającej w tamtej chwili na jego przedramieniu.
Dzięki. Jesteś w porządku. Trafiłem na naprawdę spoko sąsiadkę. ‒ stwierdził i oboje się roześmialiśmy. Niestety podróż trwała zdecydowanie za krótko, bo zanim się obejrzałam dojechaliśmy do naszego przystanku. Drogę do domu kontynuowaliśmy w milczeniu, jednak męczyła mnie jeszcze jedna sprawa, dlatego korzystając z dobrego nastroju Ethana postanowiłam go o to zapytać.
Co zamierzasz teraz zrobić? ‒ po tym jak jego zespół prawdopodobnie się rozpadł nie miał żadnego zajęcia.
Nie wiem Stella. Nie wyciągnę pierwszy ręki, bo nie ja nawaliłem. Pewnie dalej będę przychodził do was, bo jesteście fajną ekipą, a pan Jefferson to naprawdę wyluzowany facet i zna się na muzyce. ‒ gdy to usłyszałam szczerze się roześmiałam. Chłopak spojrzał na mnie, jakby czekając na moje wyjaśnienia, dlaczego jego słowa tak mnie rozbawiły.
Pan Jefferson to mój pierwszy nauczyciel śpiewu. Właściwie dzięki niemu nauczyłam się pisać. Kiedyś miał swój zespół, ale dość szybko założył rodzinę i zaczął uczyć historii, która jest jego pasją zaraz po muzyce. To naprawdę wyluzowany facet, tylko przy nas się kontroluje. ‒ wyjaśniłam mu, na co z podziwem pokiwał głową i stwierdził, że szkoła do której chodzimy, jest najbardziej pokręconą placówką z jaką się spotkał. W sumie miał w tym trochę racji, bo chociaż na pierwszy rzut oka było to liceum dla snobów (taką opinię miało od dawna, ze względu na poziom jaki prezentowało i uczniów, którzy do niego uczęszczali), na boku działo się tam wiele interesujących rzeczy. Resztę drogi minęło nam na mojej opowieści o belfrze, który po lekcjach historii stawał się charyzmatycznym nauczycielem śpiewu. Ethan był naprawdę zaciekawiony tym co mu mówiłam. Kilkanaście metrów od jego domu zauważyliśmy samochód, który nawet ja poznałam. Po trzech tygodniach od koncertu coś się w końcu ruszyło, co mogło oznaczać tylko jedno. Na widok bliźniaków oblał mnie zimny pot. Tuż obok nich stał James i palił papierosa, wystawiając twarz do słońca, które tego dnia przyjemnie grzało jak na końcówkę zimy. Ethan powinien się z nimi pogodzić, ale ja miałam ochotę wziąć nogi za pas i uciec do domu. Takiego poniżenia się nie zapominało. Niestety nie zdążyłam uciec, bo gdy tylko bliźniaki nas zauważyli, jeden z nich od razu ruszył w naszą stronę. Co gorsza na cel obrał mnie, a nie swojego przyjaciela. Moja reakcja na chęć przytulenia była instynktowna. W momencie, w którym wyciągnął obie ręce aby mnie przytulić zrobiłam dwa kroki do tyłu i wyciągnęłam rękę przed siebie, wprawiając bliźniaka w osłupienie. Po jego minie można było wyraźnie zauważyć, że spodziewał się cieplejszego przyjęcia.
Lepiej nie. ‒ powiedziałam otwarcie, ale wyciągnęłam w jego stronę dłoń zaciśniętą w pięść. Przybił ze mną żółwika, jednak nadal widziałam wyraźny zawód w jego oczach, co spowodowało, że momentalnie zaczęło gryźć mnie sumienie. ‒ Przepraszam, ale spieszę się, bo wieczorem mam jeszcze zajęcia. Trzymajcie się chłopaki. ‒ lepszego pomysłu na ucieczkę stamtąd nie miałam. Dopiero gdy weszłam do domu odetchnęłam z ulgą. Udało mi się zwiać i to najważniejsze. Teraz mogłam spokojnie usiąść i przygotować się do lekcji śpiewu. Potem w planach miałam poćwiczyć piosenkę do pana Jeffersona.
Ostatecznie Ethan pogodził się z chłopakami. Napisał mi o tym jeszcze tego samego wieczora. Cieszyłam się, ale z drugiej strony nie wiedziałam, jak zamierzał rozwiązać sprawę zespołu, do którego dołączył. Jeśli by nas zostawił to ostatecznie straciłby resztki szacunku całej grupy. Byłam jednak ciekawa czy przyjdzie, dlatego w sali prób zjawiłam się troszkę wcześniej i korzystając z okazji, że byłam pierwsza włączyłam sobie piosenkę, nad którą pracowaliśmy. Poprzedniego wieczora nagrałam jak ją śpiewam i teraz sprawdzałam czy mój głos brzmi dobrze. Niestety taki stan nie potrwał długo, bo w pewnym momencie ktoś ostrożnie stuknął mnie w ramię. Podskoczyłam na krześle jak poparzona, a gdy otworzyłam oczy zobaczyłam mojego sąsiada, więc od razu wyjęłam słuchawki z uszu. Wyglądał inaczej niż zwykle. Nie wynikało to jednak z jego stroju, ale raczej z faktu, że szeroko się uśmiechał, co dotarło nawet do jego oczu.
Cześć. Myślałam, że skoro pogodziłeś się z chłopakami to przestaniesz do nas przychodzić. ‒ powiedziałam szczerze, na co Ethan zaczął się śmiać. Usiadł obok i wyciągnął z plecaka pałeczki, które dostał ode mnie. Jeśli przyniesienie ich było zabiegiem celowym to fajnie, ale jeśli przyniósł je, bo po prostu najbardziej mu pasowały to było mi naprawdę miło z tego powodu.
Nie masz o mnie najlepszego zdania. Chcę zobaczyć jak pracujecie i przy okazji nauczyć się czegoś, bo już teraz widzę, że w przeciwieństwie do was jesteśmy naprawdę niezgraną ekipą. Nadal Freddie Mercury? ‒ zgrabnie zmienił temat, dlatego od razu spojrzałam na telefon, uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.
Sprawdzam jak brzmi mój głos, żeby pan Jefferson nie wyrzucił mnie z sali. ‒ odpowiedziałam, a Ethan się uśmiechnął i szturchnął mnie w ramię.
Jeśli cię wyrzuci będę pierwszym, który to nagra. ‒ po tych słowach wstał i usiadł przy bębnach, aby je odpowiednio przygotować do gry. Ja natomiast z uśmiechem wróciłam do słuchania piosenki i czytania słów, które w sumie znałam na pamięć, ale mimo to wciąż bałam się, że przez stres czegoś zapomnę. Ech, musiałam się w końcu przełamać i więcej śpiewać, by nabrać pewności siebie, jednak przede wszystkim chciałam już zamknąć temat tej piosenki. Tęskniłam za naszym pisaniem w grupie.
Ethan na dobre zadomowił się w naszej grupie, o czym świadczył fakt, że zaczął przysiadać się w czasie lunchu. Przez cały czas gadał z chłopakami o zespołach, których szczerze mówiąc nigdy nie słyszałam. Wiedziałam jednak, że przyjaciele lubili czasem posłuchać czegoś bardziej rockowego, więc znalezienie wspólnego języka z moim sąsiadem nie stanowiło dla nich żadnego problemu. Ja natomiast, nadal tkwiłam w swoim światku próbując odnaleźć się w nowej sytuacji. Z każdym dniem nabierałam pewności siebie, więc po kilku tygodniach odważyłam się porozmawiać o tym z rodzicami. Do studiów pozostało mi tak naprawdę niewiele czasu, dlatego ostatni rok szkoły chciałam poświęcić na przygotowanie się pod konkretną uczelnię. Teraz, skubiąc powoli swój lunch, przywołałam w pamięci rozmowę, po której wciąż nie mogłam się otrząsnąć.
Jak to nie chcesz śpiewać operowo? Czym w takim razie zamierzasz się zająć? ‒ zapytał, wyraźnie zaskoczony i jednocześnie zdenerwowany tym, co mu powiedziałam. Mama natomiast położyła mu dłoń na barku, po czym poprosiła, by się uspokoił i dał mi dokończyć.
Tato, kocham muzykę i nie wyobrażam sobie życia bez śpiewania, ale nie chcę skończyć jako śpiewaczka operowa. Wiesz, że moją prawdziwą pasją jest tworzenie muzyki, dlatego chciałabym się skupić na pisaniu i śpiewaniu swoich piosenek. Oczywiście nie rzucę opery, bo lubię te zajęcia, ale jeśli to możliwe chciałabym wrócić do lekcji z panem Jeffersonem. ‒ miałam nadzieję, że go tym uspokoiłam, jednak wystarczyła chwila, bym zrozumiała, że otworzyłam Puszkę Pandory. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że aż poczułam ciarki na plecach. Mama natomiast powiedziała mu coś na ucho, ale niestety nie mogłam tego usłyszeć, siedząc po drugiej stronie stolika kawowego. W końcu się zaśmiał i wstał ze swojego miejsca, co oznaczało, że rozmowa zakończyła się moją porażką.
Jefferson jest dobry, ale nie ma wykształcenia muzycznego. Jeśli chcesz się uczyć normalnego śpiewu to nie ma sprawy, tylko na pewno nie u niego, bo walcząc o dostanie się na Juilliard nie masz najmniejszych szans z tym facetem. ‒ powiedział, a ja zaniemówiłam. Dłuższą chwilę przypatrywałam się tacie, który walczył ze sobą, by czegoś nie dodać, jednak ugryzł się w język. Tak, chciałam iść na tę uczelnię, ale na pewno nie zamierzałam ograniczać się do śpiewania pieśni religijnych. Chciałam osiągnąć zdecydowanie więcej. Gdy spojrzałam na mamę, ta wzruszyła ramionami i pokręciła głową.
Nie popełniaj teraz tego błędu, bo za kilka lat będziesz żałowała. Za dużo pracy włożyłaś w to, by zaprzepaścić swoją szansę. ‒ ze łzami w oczach rzuciłam na stół kartkę z piosenką, którą miałam im pokazać już kilka tygodni temu i pobiegłam do swojego pokoju. Nie rozumiałam ich decyzji, bo byłam pewna, że tylko z panem Jeffersonem jestem w stanie coś osiągnąć. Dlaczego właściwie w ogóle mnie nie wysłuchali, tylko od razu postawili sprawę na tyle jasno, że nie było szans na kolejną taką rozmowę? Niestety wiedziałam, iż temat był zamknięty i musiałam się podporządkować. Nawet nie było sensu z nimi dyskutować.
Wspomnienie ostatniej rozmowy sprawiło, że straciłam ochotę na kontynuowanie posiłku, dlatego pozbierałam swoje rzeczy i pożegnałam przyjaciół, udając się w stronę wyjścia ze stołówki. Co prawda do lekcji zostało mi jeszcze dużo czasu, jednak chciałam pobyć chwilę sama. Kirstie wciąż nie powiedziałam o ostatniej rozmowie z rodzicami. Musiałam sobie jakoś to poukładać. Znalazłam w końcu coś, co chciałam robić i naprawdę nie wierzyłam w to, że bez mojego nauczyciela to wypali. Usiadłam pod ścianą, tuż obok wejścia do sali, w której za dziesięć minut zaczynałam angielski i zaczęłam bawić się wisiorkiem, który podarował mi Ethan. Dlaczego podejmowanie decyzji dotyczących mojej przyszłości musiało być takie trudne? Czy w ogóle miałam jeszcze prawo wyboru? W tamtej chwili nie wiedziałam co robić. Nie miałam pojęcia do kogo się zwrócić z tym problemem. W takich chwilach żałowałam, że pochodzę z takiej, a nie innej rodziny. Wszyscy odnieśli bardzo duże sukcesy, więc przyszedł czas, by we mnie pokładać wielkie nadzieje. Zwłaszcza jeśli moimi rodzicami byli, ceniona pani doktor i pastor, który studiował na prawdopodobnie najlepszej uczelni muzycznej na świecie. Im starsza byłam tym trudniej było mi sprostać oczekiwaniom innych. Musiałam koniecznie z kimś o tym porozmawiać.
***
Hej! Pora trochę nocna, ale wstawiam dopóki mam co. Długo myślałam, w którą stronę skierować to opowiadanie, bo pomysł już dawno się wypalił, więc jak widzicie łatam to jakoś, by dojechać do końca. Mam nadzieję, że nie spartolę niczego po drodze. 
Wiem jak wygląda tekst po publikacji i wiecie co? OpenOffice jest nie do ogarnięcia, dlatego niestety mieszane czcionki będą się zdarzać, bo inaczej nie da rady. Mam tylko nadzieję, że wszystko pozostanie czytelne. 
Dziękuję za ostatnie komentarze. Mam nadzieję, że nie zawiodłam was tą notką. Pozdrawiam i widzimy się za kilka tygodni (chyba że wena postanowi przyspieszyć). Buziaki, wasza Ola :*